August Kowalczyk "To był piekielny pomysł z tą orkiestrą"

Dla nas maszerujących więźniów to była kpina, jeżeli ja, wracając z pracy, niosłem wspólnie z trzema więźniami kolegę, który padł podczas roboty, a orkiestra grała marsze i walce. I tak było zawsze. Kiedy wracała setka ludzi, to trzech czy czterech było niesionych na końcu kolumny. Człowiek ledwie szedł, potykał się, bał się, że się przewróci. Przechodząc przez bramę, trzeba było jeszcze przytupać na baczność przed Blockführerstubą. A ja niosłem kolegę, który już kilka godzin temu zmarł. Inny kolega trzymał go za jedną rękę, drugi za drugą, ktoś podtrzymywał nogi. Portki na zmarłym obciągnięte tak, że nagość ta była profanacją śmierci, na dodatek zwielokrotnioną przez tę radosną muzykę. To był piekielny pomysł z tą orkiestrą.

Powrót do góry